First State - Changing Lanes
First State czyli Sander van Dien kazał nam czekać długie 3 lata na kolejny po Time Frame (tworzony wtedy jeszcze w duecie z Ralphem Barendse) album, który zatytułował Changing Lanes!
Jaki to jest album? Dzieło First State wita nas nas niemalże pięciominutowym intrem
My Sanctuary, które urzeka nas pianinkiem i kobiecym głosem jako tło utworu. Całość jest dosyć ładna, estetyczna, można rzec, że z polotem zrobione intro chociaż, gdy wchodzi melodia i całość próbuje być dynamiczna robi się niestety montonnie, a szkoda, bo zapowiadało się znacznie lepiej. Po pierwszym utworze mam obawy czy, aby autor nie za bardzo sie na Andy Duguidzie wzorował.
Exeo jest typowym albumowym wypełniaczem nad którym może i autor długo siedział lecz efekt nadto mizerny - progresywne dźwięki, niektóre bardzo ładne, ale ogólnie wyszedł szał monotonii. Szał dobijający.
Surrounds Me jest trancową tandetą z niskim męskim wokalem (jeżeli oksymoronem nie jest fraza "niski, męski głos"; brzmi jakby wokalista dwa dni nie jadł), gitarką która pojawia się po breakdownie i jakże przewidywalnym momentem kulminacyjnym po którym następuje otchłań mdłości - wokal w założeniu miał przynieść nam emocje, wyrazić to czego instrumenty nie mogą, niestety wyszło po prostu beznadziejnie.
Cape Point jest najciekawszą propozycją sposród słabej pierwszej części albumu - czuć w tym utworze swoiste 'malowanie dźwiękiem', breakdown bajecznie kolorowy i urzekający - holistycznie patrząc na ten utwór, to jest on nieschematyczny i delikatny, bit leciutki jak piórko pozwalający złapać oddech i zwyczajnie rozkoszować się tą kompozycją! Od tego momentu album zaczyna nabierać rumieńców.
Cross The Line przykuwa uwagę zarówno aksamitnym, świetnie uwydatnionym kobiecym wokalem jak i bogatym w gitarowe dźwięki jak i pianinową kompozycje wstawki - daje to efekt w postaci utwru do którego chce się wracać po przesłuchaniu albumu!
Mojave reprezentuje sobą progresywny bit z bardzo ładnym breakdownem. Dość zgrabny wypełniacz i tylko w takiej roli można go rozpatrywać.
Reverie jest dość mało pomysłowym użyciem pięknego głosu Sary Howells. Nudno, monotonnie i bez polotu. Wręcz heretycznie, że można taki potencjał wokalny tak zmarnować.
Butterfly Effect jest przyjemnym w odbiorze progresywnym wypełniaczem z dość majestatyczną melodią i przyjemnym bitem.
Breathe On Me jest dynamicznym trancem z obiecującym i wkręcającym początkiem - niestety szybko rozczarowującym za sprawą wokalu Elliota Johnsa, który nie robi większego wrażenia, a w momencie gdy wchodzi motyw żywcem skopiowany z Richarda Duranda całość staje się oklepana i ginąca w morzu typowego trancu jakiego wszędzie pełno. Refren jak i melodia po nim dość niemrawa, chociaż zgrabne pianinko nieznacznie nadrabia.
Brave - utwór dla którego warto zdobyć ten album! Nie bez powodu ustawiony na szpicy tego albumu! Winyl Brave wydany w 2009 roku zrobił duże zamieszanie w scenie trance - ten piękny, urzekający wokal Sary Howells po prostu zapiera dech w piersiach! Całość niebiańsko piękna, skomponowana z niebywałym kunsztem, z zawartym elementem unikalności, sprawia, że słuchacz odczuwa słabość do eterycznych, uduchowionych partii wokalnych Sary!
Primate jest progresywnym, średnim trackiem, choć z dość ciekawym bitem, który jednak szybko nuży, trochę nadrabia breakdownem, ale generalnie jest słabo.
As You Were zaskakuje dynamicznym bitem samplowanym rodem z hardtrancu, jednak dość szybko nastepuje rozmycie i breakdown, który nas urzeka fortepianowymi klawiszami (po raz kolejny!) i dość zgrabną, optymistyczną melodyjką. Całość bardzo przyjemna w odbiorze - po prostu doskonałe outro.
Podsumowując całość albumu, nie uniknięto słabych wypełniaczy i słabych produkcji w pierwszej jego części, na szczęście druga część tego wydania nadrabia to wszystko i tworzy pozytywny efekt, gdy kończy się słuchanie tego dzieła. Za tą drugą część właśnie polecam zdobycie tego albumu i oceniam go na 7-/10. Dużym plusem albumu są wstawki klawiszowe, które są naprawdę zgrabne i niejednokrotnie nadają utworom wyższa jakość!
Mam nadzieję, że przystępnie czytało Wam się to recenzje i nie rażą Was moje analityczne inklinacje - ja lubię wszystko rozłożyć wpierw ma elementy składowe, a holizm oceniać dopiero na końcu
