Ciekawa historia. Pamiętam podobny przypadek kumpla ale u niego wiązało się to z grubymi prochami i problemami u 'wierzycieli'. To co przeżywałeś nie jest z pewnością przypadkiem powszechnym i zakładam, że nie byłes niedzielnym palaczem ale wciągałeś w płuco duże ilości shitu. Jeżeli moje założenia są trafne to zasada nr. 1 brzmi - umiar. Jak już wyżej mówiliśmy wszystko w nieodpowiedniej ilości zaszkodzi bardziej niż pomoże.
Po 2 w stusounku do każdej substancji można wydzielić pewną grupę ludzi, którzy reagują inaczej niż większość. Najpowszechniejszy przypadek, który może być doskonałym przykładem to alergicy - normalnie nieszkodliwy alergen uruchamia reakcję obronną w organiźmie. Moim zdaniem należysz to tego nieszczęśliwego grona ludzi, których mózg w pewnym aspekcie działa inaczej, a końcowo we współdziałaniu z marihuaną powoduje taką, a nie inna reakcję. ( nie pomyśl w tym momencie, ze CIę obrażam, badacze stwierdzili, ze wiązania , z którymi reaguje MJ rozsiane sa po całym mózgu, a lekka różnica w ich rozmieszczeniu okazuje się diametralną zmianą w reakcjach)
Od lat badacze postępują tak, że jeżeli 1 na 100 obiektów okazuje reakcje odbiegające od normy to podejrzenie nie pada na substancję ale na obiekt.
Reasumując... TWoja historia jest nieciekawa i nie chciałbym tego przeżyć. Z grzeczności nie zaproponuję Ci bucha nigdy więcej. Sądzę jednak, że Twoje przeżycia nie mogą rzutować na całokształt legalizacji, bo jestes przypadkiem jednostkowym (0,000000000000001% w statystykach).