Jeśli jesteś po LO no to nie masz za bardzo wyboru, gdy w grę wchodzi Twoja przyszłość. Jedyną drogą, którą warto się kierować są studia. Ale musi to być przemyślana decyzja. Imo, chore jest to, że w gimnazjum, będąc dzieciakiem musisz wybrać profil w LO, który jako tako Cię już kształtuje. W 90% przypadkow jest tak, że zdajesz na maturze to, co miałeś w profilu klasy. Idąc dalej tym tropem, kończysz liceum, masz 18/19 lat i znów będąc dalej młodym (choć niektórym pozostaje umysł z gimnazjum) musisz podjąć jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu, czyli jakie studia, jaki kierunek. Jeśli uda Ci się trafić na takie, które mają coś wpólnego z Twoimi zainteresowaniami czy pasją, to pół biedy.
Zdecydowanie gorzej wygląda to w przypadku gdy zaczynasz studia na kierunku, który Cię w żaden sposób nie pociąga, nie masz o nim bladego pojęcia, a idziesz tylko po to, by nie skończyć na LO. Jasne, np. możesz poświęcić pierwszy rok by wszystko przemyśleć i zacząć inne. Nie mija się to z celem, bo poznajesz już życie studenta. Wiesz jak wygląda sprawa z nauką, kolokwiami, sesją itp.
W moim wypadku martwiłem się jak zdam maturę, bo w liceum, a w szczególności w III klasie zupełnie olewałem naukę. Czasami tylko przeglądałem vademecum od geografii, ale to bardziej w celu wyszukiwania ciekawostek niż nauki. Ludzie ode mnie z klasy natomiast uczyli się już od września. I ja na tym skorzystałem bo to matury (rozszerzonej) podszedłem na luzie. I jak się okazało na koniec czerwca miałem jedne z najlepszych wynikow w klasie. Nie twierdzę, że to jest dobry sposób. Po prostu lubiłem geografię, sporo kojarzyłem z discovery itp. No i jednak niektóre rzeczy z lekcji pozostały w mojej głowie. Nie wiem czemu, ale zawsze wystarczało mi to co usłyszałem na lekcji, nie musiałem nawet tego zapisywać. Z angielskim też większych problemów nie miałem, choć rownież był na rozszerzeniu. Do tego wos (też rozsz.) i jedynie polski na podstawie.
Teraz jestem na AGH (Akademia Górniczo-Hutnicza - przyp.) na kierunku Ochrona Środowiska. I naprawdę ten kierunek mnie pociąga, choć na 75% przerwę I rok i zacznę go od nowa. Jednak to już kwestia materialna. Jeśli od października znów zacznę I rok, to oceny będę miał przepisane poza matmą, więc mam mnóstwo czasu, ktory będę starał się poświęcić na pracę.
Tak więc, jeśli chcesz mieć jako taką pensje, za którą w przyszłości będziesz mógł wyżywić rodzinę, łatwiejszą drogę do znalezienia sensownej pracy, w której będziesz mógł się wykazać to warto iść na studia. Nie jest to błędne myślenie, choć z drugiej strony racją jest też to, że pracując jako robol czy coś w tym stylu możesz zarobić więcej. Tylko, że w tym wypadku albo niszczysz sobie zdrowie, albo zamykasz sobie drzwi do innego życia. Bo o znajomościach wspominać nie będę.
Co do technikum. Moim zdaniem, przy tym wyborze lepiej chyba iść na studia zaoczne. Bo jeśli Twój kierunek w technikum ma jakąś przyszłość, można po nim zacząć pracę i to nie za grosze, to warto spróbować przy okazji się ucząc. Skończysz zaoczne - dostaniesz dyplom, trochę w tym czasie jeszcze zarobisz, a jeśli będziesz chciał to możesz studiować już na dziennych. Praktykę w pracy w zasadzie już masz, kolejny dyplom jeśli ukończysz dzienne, więc o wiele więcej drzwi stoi przed Tobą otworem.
Mogę się mylić, ale po to powstał ten temat, by ukazać swoje poglądy. Opisałem jednak to, jak sam to wszystko widzę.